Wywiad z Magdaleną Kłys

Magdalena Kłys, współczesna polska malarka z Poznania, przedstawicielka ekspresjonizmu abstrakcyjnego i malarstwa informel. Tworzy unikalne dzieła, w których łączy strukturę, barwę i energię, eksplorując wielowymiarowe przestrzenie duchowe. Jej prace znajdują się w kolekcjach prywatnych na całym świecie, a sama artystka regularnie współpracuje z galeriami w Hiszpanii i Włoszech
Magdaleno, opowiedz nam trochę o swojej artystycznej drodze. Jak zaczęła się Twoja przygoda z malarstwem i co najbardziej wpłynęło na Twój obecny styl?
Podróż każdego artysty jest inna. Moja zaczęła się we wczesnym dzieciństwie.
Jako dwu-, trzylatka nieustannie rysowałam. Wtedy była to ekspresyjna abstrakcja, którą dziś mogłabym uznać za zapowiedź tego, co nadejdzie. Później pojawiły się postacie ludzi, zwierząt, kwiaty, krajobrazy – wszystko to, co mnie zachwycało.
Pamiętam, że jako sześciolatka pojechałam na trzytygodniowe kolonie nad morze. Zakochałam się w tej dzikiej surowości, pełnej piękna. Wtedy też, na konkurs plastyczny "Widok, który mnie porusza", stworzyłam swoje pierwsze prawdziwe dzieło sztuki.
Dlaczego tak mówię? Posłuchaj:
Urzekło mnie drzewo, które korzeniami wczepiało się w wysoką wydmę. Nie było proste ani strzeliste, lecz powyginane we wszystkich kierunkach, wysmagane przez wiatr i morskie fale, w objęciach palącego słońca, kojącego księżyca i mrugających nadzieją gwiazd. Doświadczało piękna, ale i trudów życia. Pomyślałam wtedy, że opowiada niezwykłą historię i jest symbolem ludzkiego losu – nie wiedziałam jednak, że również mojego. Skąd u tak małej dziewczynki taka wielka myśl?
Postanowiłam, że to właśnie ono będzie tematem mojego obrazu. Jednak gdy skończyłam pracę, wydała mi się ona płaska i bez wyrazu. Chwyciłam więc wszystkie kredki, pastele suche, olejne, farby i, łamiąc ówczesne zasady niemieszania mediów, stworzyłam coś nowego, dotąd niespotykanego. Były tam tekstury, zadrapania, czysta ekspresja i pasja. Po prostu dzisiejsze mixed media.
Patrząc na ten obraz, poczułam coś niezwykłego – błogość w sercu. Już wiedziałam, że to właśnie kocham i że właśnie to muszę robić. A moja praca wygrała konkurs! Doceniono jej świeżość i innowacyjność, co było tym bardziej niezwykłe, że w konkursie brały udział setki dzieci i nastolatków w różnych przedziałach wiekowych.
Mam nadzieję, że Cię nie zanudzam, ale chciałabym podzielić się jeszcze jednym, ważnym dla mnie wspomnieniem.
Miałam osiem lat. Wraz z dziećmi z okolicy spędzaliśmy czas na wspólnych zabawach, bo to były inne czasy – codzienne spotkania na podwórku były czymś normalnym. Pewnego dnia zaglądaliśmy przez okna do ogromnej pracowni artysty, a może artystki. Było tam mnóstwo światła, przestrzeni, wszędzie płótna, farby, tajemnicze mikstury i obrazy w różnych fazach twórczego procesu – niczym motyle przeobrażające się z poczwarki. Różnorodność formatów, kolorów… Cud, raj, marzenie!
Wtedy poczułam wyraźnie, że właśnie to chcę robić – chcę tworzyć, malować, opowiadać o sobie, świecie, życiu.
Jednak, jak się okazało, nie wszystkie marzenia mają prostą drogę do realizacji… Zwłaszcza gdy życie i ludzie piszą dla nas inny scenariusz.
Nie poszłam na wymarzoną uczelnię, ale miłość do sztuki nieustannie do mnie wracała. W końcu, w odpowiednim czasie, nasze drogi się spotkały i całe serce oddałam tworzeniu. Skupiłam się na praktyce, warsztacie i czystej radości malowania. Od długiego czasu maluję siedem dni w tygodniu, od wschodu słońca, po kilka, a czasem nawet kilkanaście godzin dziennie.
Mój obecny styl ukształtowały wcześniejsze doświadczenia, niezwykła potrzeba wolności, chęć dzielenia się radością, zachwytem, pasją. Wciąż się rozwijam, tworzę nowe techniki. Jestem jak rzeka – ciągle w ruchu.
Uwielbiam ekspresjonizm abstrakcyjny, ale także minimalizm, geometrię, struktury, kolory i złoto. Często pracuję nad kilkoma obrazami jednocześnie, często w różnych stylach i technikach. To dla mnie niezwykle stymulujące.

Pracujesz nad trzema obrazami specjalnie dla mnie, co możesz zdradzić o tych projektach? Jakie emocje lub historie chcesz przekazać przez te dzieła?
Prace, które powstają, pochodzą z serii LOVE LIFE – cyklu opowiadającego o umiłowaniu życia.
To opowieść o docenianiu, szanowaniu i akceptacji doświadczeń, które nas spotykają. O wyciąganiu mądrości, często w nich zawartej, o radowaniu się szczęściem i patrzeniu na to, co nadejdzie, z nadzieją i wdzięcznością. O celebrowaniu pięknych chwil.
Życie jest takie, że czasem świeci słońce, a czasem pada deszcz. Ale nic nie trwa wiecznie – wszystko się zmienia. Burze przemijają, a niebo się rozpogadza.
Żyjmy więc, doceniając to, co mamy, tworząc nowe marzenia i plany, ciesząc się czasem, który jest nam dany. Róbmy to, co kochamy – z bliskimi, w otoczeniu natury, podróżując, smakując pyszne potrawy, czytając dobrą książkę… Po prostu żyjąc!
W pełni i najlepiej, jak potrafimy. Wykorzystujmy czas, który mamy, bo nie możemy go kupić, ale możemy go zapisać, namalować – najpiękniej, jak potrafimy. I to właśnie powinniśmy robić.

Współpraca z galeriami to ważny aspekt kariery wielu artystów. Jak wygląda Twoja współpraca z galeriami sztuki? Czy są jakieś specyficzne wyzwania lub korzyści, które chciałabyś podkreślić?
Współpracuję z galeriami zarówno w kraju, jak i za granicą. Co ciekawe, to właśnie świat jako pierwszy docenił to, co tworzę. Moje pierwsze wystawy, wygrane w konkursach i większe sprzedaże miały miejsce we Włoszech, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii oraz USA.
Intuicyjnie czułam, że chcę pokazywać i sprzedawać moją sztukę na całym świecie, bo ludzie, którzy potrafią ją docenić, są wszędzie. Jestem też świadoma, że moje prace – oprócz wartości artystycznej – mają ogromny ładunek i potencjał energetyczny. Zostało to nawet zbadane przez naukowców z jednego z najważniejszych krajów świata.
To istotna wartość dodana, która realnie oddziałuje na ludzi. Widać to na wystawach, a także w opiniach kolekcjonerów oraz osób, które mają styczność z moimi pracami. Często słyszę niezwykle poruszające słowa na temat ich wpływu na odbiorców. Zdarzyło mi się usłyszeć, że moje obrazy otworzyły kogoś na sztukę, choć wcześniej zupełnie się nią nie interesował.
Posiadacze moich prac twierdzą, że patrząc na nie, otrzymują to, czego w danej chwili potrzebują – spokój, inspirację do działania, nadzieję czy radość.
Śmiało można powiedzieć, że bezpośredni kontakt ze sztuką daje nam coś więcej – działa na wielu poziomach. To nie tylko kwestia estetyki i upiększania przestrzeni, choć samo w sobie jest to już wspaniałe.
Wracając do współpracy z galeriami...
Prezentowanie prac w galeriach to ważny element działalności artysty. Nie oszukujmy się – dzieła oglądane na żywo odbiera się głębiej i pełniej. Wernisaż daje także szansę na lepsze poznanie artysty – jego przekazu, wrażliwości, energii.
Oczywiście doceniam również możliwości, jakie daje internet. Nie umniejszam roli sprzedaży i wystaw online – mogą być bardzo wartościowe, jeśli trafi się na odpowiednią galerię. Ja mam przyjemność współpracować z taką, co uważam za istotny element promocji.
Każda wystawa, konkurs czy wywiad pozostawia ślad w naszym portfolio. Wszystko to buduje markę osobistą, która tak naprawdę sprowadza się do naszego imienia i nazwiska.
Często słyszę pytanie: „Czy była jakaś sprzedaż?” – czasem tak, czasem nie. Bywa, że ludzie odzywają się później. Często kupują więcej, niż pierwotnie planowali, a niektórzy stają się stałymi kolekcjonerami moich prac.
Podsumowując: Wystawy są istotnym elementem budowania marki i prestiżu artysty. Dają możliwość dotarcia do szerszego grona odbiorców, ale warto podchodzić do nich świadomie. Należy uważnie analizować oferty i nie przyjmować wszystkiego, co się pojawia – bo nie każda współpraca jest warta naszej uwagi.

Jakie są Twoje główne kanały sprzedaży dzieł sztuki? Czy preferujesz tradycyjne galerie, sprzedaż online, czy może inne formy dystrybucji?
Korzystam ze wszystkich wymienionych form – zarówno tradycyjnych galerii, jak i sprzedaży online. Dodatkowo biorę udział w targach sztuki, które są świetnym miejscem do nawiązywania kontaktów i docierania do nowych odbiorców.
Dużą rolę odgrywają także media społecznościowe, które pozwalają mi budować społeczność wokół mojej twórczości i docierać do kolekcjonerów na całym świecie. Nie można też zapominać o reklamie szeptanej – to właśnie polecenia od zadowolonych klientów często przynoszą najlepsze efekty, nieraz w zupełnie nieoczekiwany sposób.
Każdy z tych kanałów ma swoje zalety, a ich połączenie daje największe możliwości dotarcia do odbiorców i budowania marki artystycznej.

Jako artystka działająca w Poznaniu, jak oceniasz lokalny rynek sztuki? Czy miejsce, w którym tworzysz, wpływa na Twoje dzieła?
Lubię myśleć o sobie jako o obywatelce Wszechświata. Tworzę w Poznaniu, ale chciałabym mieć możliwość pracy także w innych miejscach – najlepiej tam, gdzie jest więcej słońca i światła przez cały rok. Czasem żartuję, że będę podążać za światłem, a ono samo wyznaczy mój szlak.
W Poznaniu często odwiedzam muzea, galerie, bywam na wernisażach – ale tak naprawdę robię to wszędzie, gdzie jestem. Sztuka przyciąga mnie jak magnes.
To, co tworzę, wynika z wewnętrznej konieczności – jest głosem duszy, naszą wspólną opowieścią. To dla mnie najważniejsze i to właśnie ma największy wpływ na moją twórczość.

Materiały, z których korzystasz, mają ogromne znaczenie dla finalnego efektu. Jakie materiały najchętniej wybierasz i dlaczego? Czy są jakieś konkretne marki lub typy, które preferujesz?
Materiały, których używamy, są naszą wizytówką – świadczą o jakości i profesjonalizmie.
Podobrazia mają dla mnie ogromne znaczenie. Zdarzało mi się malować na tych gorszej jakości – czasem to były nietrafione zakupy, innym razem prezenty od znajomych. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć jedno: to się zwyczajnie nie opłaca. Nakład pracy jest ten sam, a często nawet większy, a efekt? Dla znawcy – bez komentarza.
Obecnie maluję na Twoich podobraziach, które cenię za jakość. Moje ulubione to PROFI i ART 3D, a także linia ART, którą doceniam za ekonomiczne rozwiązania. Teraz zaczynam przygodę z podobraziami lnianymi i nie ukrywam, że w przyszłości to właśnie ku nim będę coraz bardziej zmierzać.
Bardzo podoba mi się to, że Twoja marka nieustannie się rozwija, a oferta ciągle się poszerza, dając mi nowe możliwości i twórcze wyzwania. To właśnie cenię – ciągły rozwój i zmianę.
Jeśli chodzi o farby, używam szerokiej gamy marek: Amsterdam, Royal Talens, Liquitex, Lefranc Bourgeois, Renesans, Maimeri i wiele innych. Marzy mi się jednak wypróbowanie amerykańskich farb Nova Colors. Dlaczego? Bo to nowe wyzwanie, doświadczenie i przygoda.
Jeden kolor może różnić się odcieniem, kryciem, sposobem mieszania i pracą na płótnie – a te niuanse sprawiają, że malowanie wciąż mnie fascynuje i budzi dreszczyk emocji. To właśnie inspiruje mnie do dalszego rozwoju.

Co najbardziej inspiruje Cię w codziennej pracy? Czy są jacyś artyści, style artystyczne lub konkretne dzieła, które wywarły na Ciebie szczególny wpływ?
Każdy dzień jest nowym początkiem – uwielbiam poranki. Tę ciszę, w której wszystko wygląda jaśniej, inaczej. Czasem obserwuję migoczące jeszcze gwiazdy i delikatnie lśniący księżyc albo witam wschodzące słońce. To magiczne chwile, które dają mi wiele.
Uwielbiam spacerować, doświadczać życia – las, morze, śpiew ptaków – wszystko może być inspiracją. Podobnie jak spojrzenie do wewnątrz i czerpanie inspiracji z własnych emocji i intuicji. Intuicja jest dla mnie najwspanialszym przewodnikiem – kiedy za nią podążam, kiedy słucham głosu serca i duszy, efekty są zawsze dobre.
Ogromnie inspiruje mnie muzyka. Melodia, która sprawia, że tańczę, daje mi energię do malowania. W trakcie tworzenia zdarza mi się oderwać na chwilę, poddać się rytmowi, a potem... malować, tańcząc. To wspaniała ekspresja, czysta pasja i niesamowita energia.
Podróże również mają ogromny wpływ na moją twórczość. Złoto Dubaju, Egiptu i Peru, surowe piękno Andów, chropowata szarość skał, między którymi rozkwita fuksjowa orchidea. Najczystszy zapach powietrza, wolność i dzikość życia na safari w Afryce, struktura nieskalanej, cudownej wody gdzieś na Oceanie Indyjskim... To tylko kilka inspiracji, z których mogę czerpać bez końca.
Jeśli chodzi o malarstwo, już jako dziecko zakochałam się w twórczości Vincenta van Gogha i Claude’a Moneta. Ich dzieła, takie jak Impresja, wschód słońca, Nenufary, Różowe drzewo brzoskwiniowe czy Cicha noc, to moje największe artystyczne miłości – gdybym miała się ograniczyć do kilku ulubionych prac.
Uwielbiam także dzieła współczesnych artystek i artystów z różnych zakątków świata. Cenię oryginalność, kreatywność i autentyczność, bo to one sprawiają, że sztuka pozostaje żywa i pełna emocji.

Słowo od artystki
Podróż każdego artysty jest inna – nie ma sensu porównywać się czy rywalizować. Wszyscy tworzymy, dając światu coś pięknego i wyjątkowego. To wspaniałe, że nasze prace i style różnią się – tak właśnie powinno być.
Jest tyle miejsc, przestrzeni i domów do wypełnienia sztuką, a każdy z nich ma swój charakter i ludzi, którzy kierują się różnymi potrzebami, oczekiwaniami, poczuciem piękna czy komfortu. Mają różne doświadczenia, perspektywy, status życiowy.
Dlatego tak ważne jest, by każdy artysta znalazł swoją własną niszę, do której kieruje swoją twórczość – oczywiście bez zamykania się na inne możliwości. Jeden artysta świetnie odnajdzie się na rynku lokalnym, inny zbuduje rozpoznawalność globalnie. Ktoś swoją sztuką wypełni mieszkania wielu ludzi, ktoś inny ozdobi przestrzenie hoteli, rezydencji czy luksusowych apartamentów.
Dróg jest wiele, możliwości jeszcze więcej – każdy z nas musi znaleźć swoją własną ścieżkę i konsekwentnie podążać w wybranym kierunku. Jeśli pozostaniemy wierni sobie i autentyczni w naszej twórczości, z pewnością znajdą się ludzie, którzy to docenią.
Życzę nam wszystkim powodzenia, radości z tworzenia i godnego wynagrodzenia za naszą pracę.
Magdalena
Magdo, dziękuję Ci pięknie za rozmowę. Uwielbiam z Tobą współpracować i cieszę się, że Twoje obrazy będą zdobiły ściany mojego domu.
Z Magdaleną Kłys rozmawiała Monika Patalas
19.02.2025
Zdjęcia: własność artystki
